środa, 24 października 2012

Magiczne Kuleczki [cz.4]

Popołudnie. Zgodnie z zaleceniem lekarza, wybieramy się na długi spacer. Chodzenie ma dobrze mi robić - podobno pomaga w leczeniu. Wg mnie dyndające / obijające się o nogi obolałe jądra są gorsze od nieruchomo leżących jąder których nikt nie szturcha, no ale ja nie skończyłem medycyny więc się nie znam. Zaciskam więc zęby i krokiem kowboja który załadował gacie, maszeruję z Najwspanialszą-Z-Żon.
Sielską porę poobiednią wypełniają nam rozmowy o życiu, planach na przyszłość, okazywaniu emocji, czyli średnio co 10 minut dostaję po uszach za to, że nie przytulam, że ściana nie jest pomalowana, że planujemy dziecko, a ja nadal paneli nie zmieniłem.
Nieprzytomnym wzrokiem gapię się na Najwspanialszą-Z-Żon słuchając Jej wykładu, za bardzo nie łapiąc o co w tym wszystkim chodzi. Wszak w żyłach moich pędzą radosne antybiotusie, sterydziusie, a i ostatki czopusia w dupce się rozpływają. Uwielbiam tzw. "delikatne efekty uboczne" - mógłbym dzięki nim przetrwać bez nerwów nawet konwent PiSu...

W całym tym narkotycznym klimacie docierają do mnie jakby nieco ciekawsze słowa Najwspanialszej-Z-Żon:
- Cycki mnie coś bolą...
Jakaś iskierka zdrowego rozsądku przebijająca się przez chemię, podpowiada odzew padający po sekundzie z moich ust:
- Może za mało wymiętoszone?
Budzi się we mnie uśpiony Prawdziwy Samiec. Hormon nastawia na moment mózg na właściwe tory, co skutkuje niskim, poruszającym głosem dobywającym się z mej krtani:
- A może chcesz, żeby dziś Twoje cycki nieco się pobujały?
Najwspanialsza-Z-Żon momentalnie wtula się w moje ramię i słodko mruczy:
- Mhmmmmm...
Niestety w mym mózgu dochodzą znów do głosu otępiające "delikatne efekty uboczne". Momentalnie tracę zapał do czegokolwiek śmiercią. Starając się jakkolwiek pociągnąć temat rozkosznie rozbujanych atrybutów, silę się na jakąś sensowną odpowiedź:
- To może podłogę byś umyła w mieszkaniu, zawsze jak myjesz to Ci tak bimbają na boki i...

Tego dnia dowiedziałem się, że są rzeczy na Ziemi, których nie usprawiedliwiają nawet efekty uboczne pożeranych kilogramami tabletek.

*****

Piątek. Dzień, kiedy mam trafić na stół.
Otrzepawszy się z resztek nocnego koszmaru, czekam w kolejce na zabieg. Półtorej godziny przed planowanym rżnięciem, pielęgniarka zabiera mnie do gabinetu, by przygotować do cięcia moją cielesną powłokę.
Otrzymuję kolejną życiową naukę: istnieje rzecz równie okrutna co czopek-fasolkobójca. Jest nią pielęgniarka z golarką i BARDZO zimnymi dłońmi. Teraz już wiem, że gdy tylko człowiek usłyszy dźwięk pracującej golarki, powinien uciekać najdalej jak to możliwe, broniąc wszystkim co ma pod ręką swego owłosienia. Głównie tego, które niezbyt często widzi światło słoneczne...
Sympatyczna Pani Pielęgniarka z wprawą bacy golącego od 30 lat owce, pochwyciła w swe dłonie atrybuty mej męskości, naciągnęła na jakieś pół metra i nucąc pod nosem jakąś skoczną melodię, poczęła zamaszystymi ruchami pozbawiać mnie włosia mierzwionego jeno przez Najwspanialszą-Z-Żon. Muszę przyznać jedno: ze strachu przed warczącą golarką wszystko jest się w stanie tak skurczyć, że do pół godziny po goleniu w celu wysikania się, należy używać pęsety.
Normalnie gorzej jak po kąpieli w lodowatej wodzie.

Nagi i bez włosia łonowego niczym ministrant na zakrystii, zostałem obmyty, poczęstowany magiczną tabletką i... Wszystkie problemy tego świata zniknęły.

O, dlaczego teraz jedziemy innym wózkiem? Ale fajne druciki! Uoooooo, ale fajna sala z lampami, a ta rurka w mojej ręce to po co? Dzień dobry, czy Wy też będziecie mnie kroić? Proszę zabrać kabelek z sutka, to gila! Ma Pani bardzo śmieszną czapeczkę! O, ktoś mi założył na twarz maskę. Dlaczego to powietrze tak dziwnie smakuje? Kim jest ten człowiek patrzący na mnie z góry? Muszę wszystkim opowiedzieć, jak fajnie słodkawo smakuje wszystko w tej masce! Hej, wiecie, że...

*****

- Halo, budzimy się! Jest Pan już po zabiegu!
Pierwsza myśl w powoli startujących procesach myślowych:
- Dzień dobry, czy jestem już po zabiegu?

*****

Jedziemy korytarzami. Trafiam do siebie na salę. W kącie stoi Najwspanialsza-Z-Żon. Staram się uśmiechnąć lecz obawiam się, że wychodzi mi grymas srającego kota z zatwardzeniem. Chyba wysyłam sms`a i gdzieś dzwonię. Chyba patrzę na Najwspanialszą-Z-Żon i chyba zasypiam.

Przeżyłem, teraz już będzie tylko lepiej. Gdy otwieram na moment oczy, Najwspanialsza-Z-Żon cały czas jest obok. Chyba trzyma mnie za rękę, chyba coś mówię i chyba zasypiam. Chyba robię to wszystko jednocześnie.
Na pewno jestem szczęśliwym człowiekiem. Zerkam jeszcze raz na Nią i chyba mocniej ściskam Jej dłoń. Chyba znów zasnąłem. Nie pamiętam.

5 komentarzy:

  1. Słodko;) Jesteście fajnym małżeństwem;)

    OdpowiedzUsuń
  2. a co miales wczesniej w brzuchu i coz to za zabieg byl?

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałem dokładnie to samo - zmine ręce i maszynka z 2,5 z biedronki... .A pielęgniara, co mnie goliła, prosiła, żebym jej nie poznawał na mieście, do mąż zazdrosny. Ona mężowi cisnęła kity, że na urologii to same stare dziadki z prostatami leżą, a tu się okazało, że zdarzają się karateki - amatory, co nie potrafią dokładnie blokować ciosów na męskość w barowej bójce...

    OdpowiedzUsuń