poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Go!

Chciałem zagrać w Pokemon Go, by sprawdzić, co to jest i czym to się je. Ściągnąłem toto, zainstalowałem i mając chwilę wolnego czasu, wziąłem do ręki telefon.

Pierwsze co pojawiło mi się na ekranie, to przerażający Pokemon o gębie parszywej i szpetnej jak noc na Pradze. Po chwili zrozumiałem, że zamiast Pokemon Go, włączyłem przednią kamerę.

Już mi się odechciało pokemonów.

sobota, 9 lipca 2016

Brunz.

"Naprawdę ciężki przypadek sraczki jest nie wtedy, gdy ochlapujesz sobie poza całym kiblem pół własnej dupy, ale gdy obryzgane masz nawet brwi".

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Sesyjnie.

No bardzo przepraszam, ale ja nie dam rady zdać tego egzaminu? No wiem, że już mam zaliczony przedmiot na 3, ale że tak powiem - mam mieć jakąś tróję na koniec semestru? Jedną taką paskudną? O nie!

Notatki w dłoń, zapiski, brudnopisy także, pisadeł cała garść, siadam oto ja! Samiec Alfa rozpyka wszelkie ścierwo matematyczne rzucone mu przez prowadzącego zajęcia! Co mi tu będzie jakiś - za przeproszeniem - profesorek cyferkami straszył!

...prowadzący wszedł do sali. Zapadła prawie idealna cisza. Gdyby dobrze się wsłuchać, można by usłyszeć jedynie odgłosy bijących serc, krwi płynącej przez napięte ze skupienia skronie, no i bulgot w trzydziestolatkowych flakach. Po cholerę żarłem przed egzaminem baton z suszonymi śliwkami, zapijając go kawą.

- Witam państwa, tak jak mówiłem, będą trzy zadania do rozwiązania. Sprawa jest prosta - dwa zadania poprawnie rozwiązane - cztery, trzy zadania poprawnie rozwiązane - pięć, jeśli komuś noga się powinie, to przepisujemy ocenę z tego, co zaliczyliście wcześniej. Czy są jakieś pytania?

Na sali cisza. Widać, że jeden ze studentów coś ciężko kalkuluje, mrucząc pod nosem jakieś "jeden, trzy, a dwa a jeden to tszi, ale tszi jak bez... nie...". W końcu kalkulacja go przerasta, wstaje i wychodzi. Pierwszy poległy na egzaminie.
Wykładowca odprowadza czmychającego wzrokiem, po czym rzuca na tablicę pierwsze zadanie.
Wyszły kolejne trzy osoby.
Wykładowca wzrusza ramionami i nanosi na tablicę drugie zadanie. Wstają następne dwie osoby i uchodzą bokiem.
Po pojawieniu się trzeciego zadania na tablicy, wyszło nawet szydło z worka.

Ale nie nie nie, o nie, ja twardo siedzę! Rzucam okiem na tablicę - będę miał 4! To pierwsze zadanie zaraz rozpykam, do drugiego się nie zbliżam, a z trzecim powalczę. Więc biorę stado macierzy, tę przewracam, tamta obracam, potęguję, mnożę, jeb jej z Sarrusa, to jakieś badanko, tam analiza, jest! Mam wynik! Zadowolony z siebie siadam do zadania trzeciego. Zerkam w notatki wymyślając, jak rozpykać rzucone mi w twarz zagadnienie. Tu jakieś ka-od-es, tam jakieś sprzężonko, zarzucam ze wzora, podstawiam, robi mi się ułameczek, wymnażam skracam, a ułamek z ułamkiem w liczniku zamiast mi się jakoś redukować czy coś, dalej twardo się ułamkuje. Dobra, to tutaj dodam, tam odejmę, wyciągam deltę z Pitagorasa, a ułamkowe gówno nadal się rozrasta jak dług publiczny. Dobra, ostatnia szansa: biorę całe wyrażenie, dzielę przez zero, do wyniku dodaję pierwiastek z e^x, kończą mi się cyferki wyparte jakimś sposobem przez kolejne literki. Kurwa, chyba opracowałem jakiś nowy alfabet. Tak właśnie.
No i tym oto sposobem mam jedną tróję w indeksie.

*****

Sobota.
Nie dość, że przegrałem z egzaminem, to i z połączeniem śliwkowy-baton-kawa też przegrałem.
Świątynia dumania. W stanie ostatecznego skupienia, sunę wzrokiem po wnętrzu kabiny w uczelnianym sraczu. Moim oczom ukazuje się napis:



Pfffff, myśli, że cwaniak. Ale nie wie, że ja jestem cwańszy. Zanim siądę - oblizuję. Przecież na brudnym nie będę siadał! O!