niedziela, 6 marca 2011

Byłem na dnie piekła!

Byłem w piekle. Na samym jego dnie, głębokim, mrocznym i śliskim jak odbyt samego szatana. Z wyżyn niebios zostałem strącony w piekło tak odległe, że nawet sam mrok jest się w stanie w nim zgubić.
Koszmar koszmarów i esencja cierpienia!
O czym to piszę? Już tłumaczę. Siedzimy z Najwspanialszą z Żon w wykwintnej restauracji serwującej światowej klasy potrawy typu fast-food, zabieramy się za cheesburgery obudowane porcją megafrytek...

...i już wgryzłem się w padlinę w mojej porcji, już zacząłem przełykać ś.p. Mućkę, kiedy nagle z głośników poleciało coś, co zburzyło porządek świata... Początkowo myśleliśmy z Najwspanialszą z Żon, że nam się przesłyszało, albo padliśmy oboje ofiarą zbiorowych omamów z powodu np spożycia jakiejś nie do końca świeżej sałatki, ale to nie było to... W TV nadawali cover "Kocham Cię kochanie moje" którego to wykonania (a bardziej spartolenia) podjął się Stachursky. Dźwięki które pan S. zaczął dobywać ze swej gardzieli spowodowały przygaśniecie światła, za oknem słońce schowało się za chmury, zaś krowa z mojego przełykanego właśnie cheesburgera zmartwychwstała i zaczela wbijać rogi w wewnetrzna stronę mojej krtani.

O matko i córko i wnuczko i prawnuczko! Co za okrutne rzeczy dobywały się z głośników, tego nawet ja nie jestem w stanie opisać! Karbowane frytki się wyprostowały, keczup zamienił się krwawą mery, pies gdzieś za oknem zawył rozpaczliwie. Ja rozumiem, że można inspirować się muzyką uznanych wykonawców, czerpać ze źródła jakim jest ich wiedza i ich muzyka, ale to?!?!?! I to tak przy niedzieli?!?!?

Ehhhh... Na koniec okazało się, że P. Stachursky wydał nawet te swoje 'covery' na płycie, a nawet 2ch. Zwie się toto "WSPANIAŁE POLSKIE PRZEBOJE". Moim skromnym zdaniem powinno to być nazwane "Bardziej spierdolić się nie da".

Dla Czytelników o mocnych nerwach:

Whisky Dżem:

Skóra Aya RL

Maanam Kocham Cię kochanie moje:

2 komentarze:

  1. za panem S. to ja generalnie nie przepadam...

    OdpowiedzUsuń