Zdarza się, że czas staje. W miejscu się zatrzymuje. Aktywność świata zbliża się do zera, wszystko wytracą pęd i stara się podetrzeć sobie dupę naturalnym biegiem spraw. Dzień, w którym nawet wentylator pracuje, bo zapomniał, że tak naprawdę nie do końca musi.
Kwiaty na parapecie opuściły mordy, woda bulgoce w czajniku jakby mniej zawzięcie, klawiatura zapomniała się zacinać.
Wszystko wygląda, jakby świat zamiast się kręcić - nadal drapał się po dupie niedobudzony. W bloku naprzeciwko kot zapomniał wyjść na poranny obchód po dachu. A może z niego spadł wczoraj.
Nie wiem, czy jest naturalnym, że mając 30 lat człowiek ma odznaczone już dwie kreski - po jednej za każdego pochowanego znajmego. I trzecią za psa.
Łazi mi po łbie projekt. Snuje się gdzieś w zakamarkach czaszki morderczy tydzień, podczas którego mógłbym sprawdzić, czy faktycznie jestem w stanie realizować się w sposób, który z założenia gwarantowałby spełnienie. Gdy podejdę do próby i przeżyję - będę mógł powiedzieć sobie "dobra, stary pryku, dałeś radę, o to chodziło". Co będzie, jeśli nie przejdę testu? Chyba nie będzie sensu wracać do szkoły.
Jogurt naturalny mam po prawicy. Gdybym nie wiedział, że ostatnie swoje dni spędził w chłodziarce sklepu, bałbym się go otworzyć. Napuchł jakoś tak dziwnie. Zupełnie, jakby chciał mi powiedzieć:
- ooooooo, zobacz, jakim jestem wielkim, nabrzmiałym jogurtem, ooooooooooooo, jak mnie otworzysz to wyprysnę na Twoją czarną koszulę!
Kutfa, brzmi to jak jakiś tekst jak z niemieckiego szajsen-porno...
Chyba pora na kolejną kawę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz